Sztuka królewska – sztuka życia
B∴ Tadeusz Cegielski
Wielka Loża Narodowa Polski

Od mojej inicjacji do działającej w ukryciu na Wschodzie Warszawy Loży-Matki „Kopernik” upłynęło już ponad trzydzieści lat, a ja wciąż wracam myślami do wydarzeń z kwietnia 1987 roku. Pytany o szczegóły chętnie opowiadam anegdotę o tym, jak w rozmowie z jednym z twórców „Kopernika” Janem Józefem Lipskim przekonywałem go, że taka tajna loża istnieć nie ma prawa, a także o tym, jak wsadzono mnie do samochodu, zawiązano oczy, abym nie widział, dokąd jedziemy, a ja i tak się domyśliłem, że na ulicę Lekarską. Nie wiedziałem tylko, pod jaki konkretnie numer. Kiedy się zastanawiam, czym była dla mnie „Sztuka Królewska” masonerii przed inicjacją i po niej, odpowiadam sobie, że przede wszystkim przygodą intelektualną. Dopiero z czasem poczułem, że jest dla mnie także szkołą braterstwa, a to z tego prostego powodu, że u progu III Rzeczypospolitej trzeba było tworzyć masonerię polską niemal od zera – w całkiem zwyczajnym zespołowym trudzie organizacyjnym, a nawet i fizycznym.
Ponieważ jestem historykiem, od samego początku mojej przygody z wolnomularstwem starałem się jak najlepiej odpowiedzieć sobie na pytanie: „Skąd przychodzimy?” i zaraz potem: „Dokąd zmierzamy?”. Cóż, odpowiedzi nigdy nie były w pełni zadowalające, a ja nauczyłem się, że być wolnomularzem to uczestniczyć w procesie poznania, którego granice wyznacza jedynie nasze istnienie.
Mijały lata wytężonej, choć nie zawsze owocnej pracy. Wiedziałem już, że masoneria to także sztuka cierpliwości, a przede wszystkim tolerancji – i że nie chodzi o jakiś wzniosły li tylko ideał, którym się szczycimy i o który pytamy profana podczas aktu przesłuchania pod opaską. Cnota tolerancji to również umiejętność powstrzymania emocji, wywołania w sobie poczucia empatii wobec brata, bliźniego, który to swoim zachowaniem zaprzecza wszystkiemu, co wydaje się nam mądre, dobre i słuszne.
Zrozumiałem, że „Sztuka Królewska” to także sztuka życia. Życia dla siebie przede wszystkim, ale tak, by i inni uczestniczyli w płynących z niego pożytkach. I tak, by „opłakiwali nas po naszej śmierci” – jak głosi rytuał loży żałobnej.
Zapytasz, Drogi Czytelniku, gdzie tu miejsce na pogłębioną refleksję nad tym, co jest jądrem wolnomularstwa – nad procesem wtajemniczenia. Książka, którą Autorka i Wydawcy oddają w T woje ręce, pięknie o tym pisze: Być wtajemniczonym to odrodzić się inaczej dla siebie samego. Inicjacja odpowiada dobrowolnemu procesowi wyodrębnienia się ze świata profanum, świata chaosu, materii, na rzecz przyjęcia, za pośrednictwem nieprzerwanego łańcucha, wpływu duchowego. Wpływ ten odnosi skutek jedynie w wyniku czynnej pracy nad sobą umożliwiającej wtajemniczonemu stopniowe rektyfikowanie, jak w obrazie ciosania swojego kamienia, który oznacza następowanie po sobie wysiłków wiodących ku doskonałości…
Wolnomularstwo to – jak widać – droga. Banałem byłoby wspominać, że nierzadko jest to droga kręta i wyboista, bo nikt z nas nie jest doskonały. Rozsądek nakazuje, by wyruszając w drogę, zaopatrzyć się w wiarygodny, sprawdzony przewodnik po miejscach, do których zmierzamy. Przewodnik dobrze napisany, aby nie zasnąć przy jego lekturze, i odpowiednio sformatowany, by móc czytać na najbardziej nawet wyboistej ścieżce. Bez względu na to, czy przybrał postać papierową, materialną czy został zapisany wirtualnie.
W tej książce czytelnik wolnomularz znajdzie mnóstwo informacji użytecznych na wszystkich szczeblach lożowego poznania: symbole, elementy rytuału, wyposażenia świątyni, regalia, klejnoty, odznaki, obowiązki oficerów loży i szeregowych braci. Dowie się wiele o historii poszczególnych pojęć i symboli, a także o zmieniających się w czasie ich zastosowaniach. A jeśli książka wpadnie w ręce profana czy poszukującego – nic się złego nie stanie! „Święte tajemnice masonerii” nie leżą przecież tam, gdzie od stuleci poszukują ich profani.

Dyskurs wolnomularski
B∴ Michał Siedlecki
Federacja Polska Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Le Droit Humain

Stało się. Książka Irène Mainguy Symbolika masońska trzeciego tysiąclecia trafiła właśnie na polski rynek księgarski. Rzecz to o symbolach masońskich i dziejach Ars Regia, acz nie tylko. Swoją przygodę z wolnomularstwem – jeszcze jako profan oczekujący przyjęcia w szeregi „Sztuki Królewskiej” – rozpocząłem od lektury Masonów bez maski autorstwa B∴ Cezarego Leżańskiego, wybitnego polskiego pisarza, pierwszego Prezydenta Federacji Polskiej Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Wolnomularskiego Le Droit Humain. I tak oto po blisko dziesięciu latach od swojej inicjacji, trafia do mych rąk dzieło, które koresponduje i twórczo rozwija zagadnienia frapujące mnie od dawien dawna. Wielki to pożytek dla wszystkich Sióstr i Braci spod znaku „Cyrkla i Węgielnicy”, źródło ich nieustannej inspiracji, niezdradzające jednak w żaden sposób naszych sekretów osobom postronnym.
Nie ma prawdy masońskiej, a jedynie podejście oparte na symbolice, które zachęca nas do odmiennego postrzegania rzeczywistości świata. Tym bardziej więc cieszy polskojęzyczne wydanie niniejszej książki, istnej skarbnicy wiedzy, które warto traktować w głównej mierze jako uniwersalną platformę dla dyskursu wolnomularskiego wszystkich rodzimych Zakonów i Obediencji masońskich, ale również, a może i przede wszystkim, nieformalną zachętę dla profanów chcących kiedyś, kto wie, wstąpić w poczet tej prastarej sztuki, sięgającej, jak twierdzą, co poniektórzy czasów starożytnych.
Życzę więc sobie oraz Państwu miłej i owocnej lektury. Niech będzie ona jutrznią, drogowskazem świetlistym nie tylko w długie zimowe noce oraz dni, ale codzienną bazą wiedzy do pracy „w poszukiwania Światła”.
Symbolika masońska jako dialog
B∴ Marcin Stańczak
Wielki Wschód Polski

Książka Irène Mainguy pt. Symbolika masońska trzeciego tysiąclecia zajmuje ważne miejsce na liście przewodników po fascynującym świecie masońskich symboli. Stanowi kopalnię wiedzy o ich znaczeniu i pochodzeniu. Dzięki olbrzymiej dokumentacji i precyzji formułowania wniosków dzieło to zaspokoi nawet bardzo wymagających poszukiwaczy wiedzy. W dodatku, opierając się na współczesnych badaniach, autorka proponuje daleko idące zmiany w dotychczasowym rozumieniu masońskiego symbolizmu, które w jej opinii jednocześnie szanują jego ducha. Należy pamiętać, że wspomniane zmiany są kolejnym głosem w nieskończonym dialogu na temat masońskiej symboliki i nie powinny być odbierane w sposób dogmatyczny.
Niniejsza książka jest następcą klasycznej pozycji Jules’a Bouchera La symbolique maçonnique (Symbolika masońska) z 1948 roku, na której wychowały się całe pokolenia francuskojęzycznych masonów. Tymczasem w Polsce właściwie nie mieliśmy dotąd literatury tego rodzaju. Klasyczne pozycje Ludwika Hassa, który sam nie był wolnomularzem, nie próbują nawet wnikać w tajemnice wolnomularskiej wyobraźni, ożywianej przez odkrywane w loży symbole. Polskojęzyczni masoni, zgłębiając ich tajemnice, nie mogli dotąd liczyć na słowo pisane (poza nielicznymi wyjątkami, jak np. Karola Seriniego Symbol w wolnomularstwie albo deskami lożowymi publikowanymi do użytku wewnętrznego), a jedynie polegać na przekazywanej z ust do ust wiedzy Braci i Sióstr znających obce języki i mających dostęp do odpowiednich publikacji. Czytelnikowi może się wydawać zaskakujące, że zazwyczaj nierozpowszechniana wiedza o symbolice masońskiej, a przez niektórych wręcz postrzegana jako „masońska tajemnica”, zostaje upubliczniona. A jednak, jeśli udamy się na Zachód, zobaczymy, że półki niektórych księgarń aż uginają się pod ciężarem literatury dotyczącej tej właśnie tematyki. Tak więc pozostawianie w Polsce pod płaszczem tajemnicy spraw, które w innych krajach już dawno zostały odkryte, a właściwie są odkryte już od dawna przed wszystkimi – zarówno wolnomularzami, jak profanami, jeśli tylko znają oni języki obce – mijałoby się z celem. Bo cel wolnomularskiej dyskrecji powinien być zgoła inny: tajemnica masonerii to emocjonalne doświadczenie, które można przeżyć w niepowtarzalny sposób tylko w loży, gdzie zapewniona jest odpowiednia atmosfera i kontekst. Symboli wolnomularskich nie pozna się do końca, jedynie o nich czytając, podobnie jak przeczytanie książki o medycynie nie sprawi, że zostanie się lekarzem. To właśnie w loży można doświadczyć ich indywidualnie i zbiorowo w taki sposób, że stanowić to może faktyczną inspirację do moralnego i ogólnoludzkiego rozwoju.
Cieszę się więc bardzo, że od dziś ta ważna książka staje się szeroko dostępna w naszym kraju. Tym bardziej, że dzieje się to w sposób – jak przystało na działania, w które są zaangażowani wolnomularze – symboliczny, gdyż jej publikacja jest wynikiem masońskiej „ekumenii”: w jej przygotowanie włączyli się Bracia i Siostry z różnych środowisk wolnomularskich.
Duch , wieczny rewolucjonista
S∴ Mirosława Dołęgowska-Wysocka
Wielka Żeńska Loża Francji

Kiedy z pewnego wolnomularskiego źródła dowiedziałam się, że w Polsce zostanie wydana książka Irène Mainguy pt. Symbolika masońska trzeciego tysiąclecia, nie mogłam w to uwierzyć. To przedsięwzięcie wydało mi się szalone, znam bowiem bardzo dobrze nasze skromniutkie wydawnicze realia, jako że już od ćwierć wieku param się piórem i wydawaniem wraz z mężem – B∴ Adamem W. Wysockim – kwartalnika „Wolnomularz Polski”. Jako stara redaktorka podzieliłam się swymi spostrzeżeniami i wątpliwościami z młodym Bratem, życzyłam mu samozaparcia oraz determinacji. O dziwo, moje życzenia nabrały „ciała”. Jestem wzruszona i poruszona. I myślę o tym, jak młodym Siostrom i Braciom z Polski przekazać, co znaczy to dzieło w ich rękach. Pamiętam dobrze początek lat 90. ubiegłego wieku nad Wisłą, gdyż to właśnie wtedy byłam inicjowana w paryskiej loży „La Rose des Vent” (Wielka Żeńska Loża Francji – WŻLF). Byłyśmy wówczas dwie – S∴ Agnieszka i ja. Było także kilka sióstr Polek we Francji, na czele z S ∴ Ewą Jaśkowską, która to wszystko zaczęła. Pamiętam nasze pierwsze, bardzo nieporadne – jak je dziś oceniam – deski symboliczne, tłumaczone potem na francuski przez Ewę, która była naszą Drugą Dozorującą. Nie miałyśmy wtedy nic, chyba poza prawdziwą wiarą, że oto kładziemy podwaliny pod polskie wolnomularstwo kobiece. Z symbolami było najciężej. Jedyną pomocą służył Słownik symboli Kopalińskiego. Nie było, rzecz jasna, internetu ani Google’a, ani smartfonów... Listy do Paryża szły długo. Najszybszy był faks (mam w domowym archiwum kilka przefaksowanych „instrukcji” masońskich, dziś tak bladych, że prawie nie da się ich odczytać). Prowadziły nas Siostry z Paryża, podpowiadały w razie potrzeby, prostowały meandry niezbornych często myśli, rozszerzały interpretacje. Była to zaiste praca kamieniarza: żmudna i męcząca i – wydawałoby się – zupełnie nieefektywna… Trudno było wówczas przypuszczać, że w 1998 roku powstanie warszawski trójkąt wolnomularstwa kobiecego, a dwa lata później – pierwsza kobieca Loża „Prometea” na Wschodzie Warszawy. Wróćmy do symboli. Dopiero po wielu, wielu latach dowiedziałam się, że istnieje polska praca o symbolice wolnomularskiej autorstwa Karola Seriniego, przedwojennego masona, pastora, profesora. To od niego, zwłaszcza w chwilach trudnych, a tych w mym masońskim życiu nie brakowało, wzięłam przekonanie i tytuł niniejszego wstępu: „Duch, wieczny rewolucjonista”: Duch, wieczny rewolucjonista, stale niszczy formy, w których się wypowiada, lecz bez nich nie może się obejść, o ile nie ma zgładzić samego siebie. Wszystkie tarcia, niesnaski, walki i rozłamy w wolnomularstwie tu miały i zawsze mieć będą swe źródło. Celem zilustrowania mej myśli pozwolę sobie porównać katolicyzm, protestantyzm i wolnomularstwo. Katolicyzm ustalił trwałe formy i opanował ducha celem umieszczenia go w tych kształtach; protestantyzm dąży do opanowania ducha bez uznawania stałości form; wreszcie wolnomularstwo proklamuje wolność ducha przy zachowaniu trwałości formy, z czego wynika nieuchronna walka między wolnością ducha i autorytetem formy. Zadaniem każdego pokolenia wolnomularskiego jest dążyć do syntezy tych dwu pierwiastków. Do harmonii przy bezwzględnym zachowaniu tezy zasadniczej – humanitaryzmu (cyt. za: K. Serini, Symbol w wolnomularstwie, reprint „Ars Regia” 1992, nr 1 [podkr. MDW]). Z biegiem lat przybywało polskich symbolicznych tekstów. Ich prawdziwą kopalnią są zszywki „Wolnomularza Polskiego”, którego ostatni (na tym etapie) numer ukazał się w październiku 2018 roku, dokładnie w 25-lecie wydania jego numeru sygnalnego. Są też liczne, nigdzie niepublikowane deski lożowe. W jednej z nich moja lożowa Siostra Izis Iusta, pod którą kryje się wspaniała S∴ Małgorzata Misiuna, pisała: „Symbole wolnomularskie zasadniczo pochodzą z dwu źródeł. Pierwsze to średniowieczne cechy kamieniarzy budowniczych. Znaki budownictwa są symbolami wolnomularskiego stosunku do życia i spoczywających na człowieku obowiązków. Drugie źródło symboli nawiązuje do tradycji misteryjnych, zwłaszcza okresu hellenistycznego, szczególnie zaś misteriów Izydy, Mitry, ale także tradycji manichejskich, różokrzyżowcówi wielu innych bardziej lub mniej udowodnionych. Istotnie, wolnomularstwo przejęło pewne symbole misteryjne szczególnie widoczne przy inicjacji. Podstawową zasadą tych misteriów, podobnie jak podczas wolnomularskiej inicjacji, było osiągnięcie wyzwolenia poprzez odrodzenie duchowe [podkr. MDW]. Z naszego punktu widzenia ważne jest to, że te dwa źródła symboli łączą harmonijnie w wolnomularstwie misterium pracy kamieniarza z tajemnicą odrodzenia człowieka. To połączenie symboli z dwu źródeł staje się zarazem środkiem do osiągnięcia     formy i treści, materii i ducha, które przecież jest zadaniem każdego pokolenia wolnomularzy”. Ze swoich osobistych doświadczeń wiem także, co to znaczy szukać polskich, a raczej słowiańskich korzeni rozmaitych symboli. Doświadczyłam tego podczas zbierania materiałów do deski o obyczajach sobótkowych naszych praprzodków, którą wygłosiłam podczas tzw. prac janowych, czyli loży świętojańskiej, specyficznej dla lóż WŻLF. Myślę, że to także może być zadaniem dla naszych Sióstr i Braci, w książce tej wszak po słowiańszczyznę się nie sięga… Na zakończenie tych krótkich wspominek i refleksji przyznam, że jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, ponieważ nowe pokolenie polskich wolnomularzy będzie mieć do swej dyspozycji prawdziwe kompendium wiedzy masońskiej, przewodnik od starożytności po dzień dzisiejszy. I każda z Sióstr, i każdy z Braci będzie mógł się nim posługiwać do woli; snuć jak nić Ariadny. W nieskończoność.
Z Wilna do wolnomularstwa
B∴ Henryk Wierniewski 33°
Wielka Loża Kultur i Duchowości (G∴L∴C∴S∴)

Tymi słowami można by opisać zarówno życiową wędrówkę autorki niniejszej książki S∴ Irène Mainguy, jak i mojego drogiego przyjaciela B∴ Zbyszka Maleszewskiego, zmarłego w 2017 roku polskiego rzeźbiarza, pomysłodawcy Centrum Rzeźby w Orońsku i członka honorowego Wielkiej Loży Kultur i Duchowości (G∴L∴C∴S∴). Dziadek Autorki podczas II wojny światowej został w Wilnie rozstrzelany przez Niemców za to, że wystąpił w obronie dwóch Żydówek. Jej babcia wraz z dziećmi uciekła z R osji do Paryża jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. Z kolei B∴ Zbyszek jako ocalały powstaniec wileński przedostał się z Wilna do Warszawy. S∴ Irène, dyrektorkę biblioteki Wielkiego Wschodu Francji, poznałem osobiście w związku z moimi poszukiwaniami materiałów na temat B∴ Chapleta. W 1863 roku ten francuski wolnomularz zorganizował wyprawę mającą wspomóc Polaków walczących w powstaniu styczniowym, jednak gdy wraz z kompanami płynął statkiem do Rygi, dotarły do niego wieści o upadku powstania. Dzięki pomocy S∴ Irène dowiedziałem się, że B∴ Chaplet, zawiedziony obietnicami składanymi Polakom przez Napoleona III i sam jako weteran wojny krymskiej popłynął dalej, do Nowej Kaledonii. Tam dołączył do loży „l’Union calédonienne”. Mój kontakt z S ∴ Irène pozostał żywy przez wiele lat. Kilka lat temu wspólnie wraz z moją małżonką odwiedziliśmy zorganizowaną przez Wielki Wschód Polski wystawę w Paryżu na temat polskiego wolnomularstwa. Wielokrotnie też opowiadała mi o swoich przyjaciołach – polskich wolnomularzach, o których pisał Ludwik Hass, autor największej liczby opracowań dotyczących wolnomularstwa w Polsce. Obecnie S∴ Irène jest na emeryturze, ale wciąż jest bardzo aktywna – wiele podróżuje i przekazuje swą obszerną wiedzę, szczególnie tę dotyczącą masońskiej symboliki. Zarówno ona, jak i polscy wolnomularze z ogromną radością przyjęli pomysł przetłumaczenia na język polski jej dzieła La symbolique maçonnique du troisième millénaire („Symbolika masońska trzeciego tysiąclecia”). Jest to pierwsze tego rodzaju opracowanie na gruncie polskiej literatury wolnomularskiej. Członkinie i członkowie G∴L∴C∴S∴ aktywnie wspierali ten pomysł, uczestniczyli między innymi w tłumaczeniu i redakcji książki, a nasze loże zapewniły częściowe wsparcie finansowe tego projektu. Pragnęliśmy, by wszyscy zainteresowani mieli szansę i możliwość korzystania z tej wybitnej pracy, którą można uznać za równie wartościową co znaną i czytaną przez kilka pokoleń francuskich wolnomularzy. La symbolique maçonnique Jules’a Bouchera, wydaną po raz pierwszy w 1948 roku. Książka S∴ Irène wpisuje się w tradycję tego właśnie dzieła, jednocześnie jednak reprezentowane przez nią podejście do struktury i podstawowych elementów symboliki oraz do historii wolnomularstwa rzuca zupełnie nowe światło na koncepcje wypracowane przez poprzednika. Autorka w swoim dziele prezentuje kompletny i dokładny przegląd symboliki masońskiej. Jej rozważania są jak zwieńczenie budowli, której fundamenty położył B∴ Boucher. Obszerność oraz precyzyjna dokumentacja źródeł wynosi prezentowaną przez S∴ Irène problematykę na poziom uniwersalny. Jej praca z pewnością zaspokoi ciekawość każdego, kto pragnie zgłębić symbolikę masońską, a także ułatwi takim osobom obranie właściwego kursu już na samym początku ich inicjacyjnej przygody.


tutaj też może być ciekawie

Back to Top